Ferrari przez lata skutecznie broniło się przed pełną elektryfikacją, ale właśnie rozpoczął się nowy rozdział w historii marki z Maranello. W Rzymie oficjalnie pokazano model
Ferrari Luce – pierwszy w pełni elektryczny samochód włoskiego producenta. I trzeba przyznać jedno: Włosi nie poszli bezpieczną drogą.
Nowy model otrzymał
cztery silniki elektryczne o łącznej mocy 1035 KM, akumulator
122 kWh oraz deklarowany zasięg
530 km WLTP. Sprint od 0 do 100 km/h trwa zaledwie
2,5 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi
310 km/h. To parametry godne supersamochodu, choć Luce bardziej przypomina futurystycznego grand tourera niż klasyczne Ferrari znane z torów wyścigowych.
Premiera była wyjątkowo symboliczna. Nazwa „Luce”, czyli „światło”, ma podkreślać nową epokę marki. Co ciekawe, jest to również
pierwsze Ferrari zaprojektowane we współpracy z zewnętrznym studiem projektowym. Za wygląd odpowiada LoveFrom – studio stworzone przez
Sir Jony’ego Ive’a, legendarnego projektanta Apple odpowiedzialnego m.in. za iPhone’a. Efekt? Samochód wygląda jak połączenie luksusowego crossovera, konceptu z targów technologicznych i nowoczesnej rzeźby użytkowej.
🎨 Kontrowersyjny design i wnętrze inspirowane Apple
To właśnie stylistyka wywołała największe emocje po premierze.
Ferrari Luce kompletnie zrywa z dotychczasowym językiem projektowym marki. Nadwozie ma płynną, organiczną bryłę z ogromną przeszkloną powierzchnią otaczającą kabinę. Z przodu uwagę zwraca szeroki czarny kanał aerodynamiczny typu S-duct, natomiast tył zdominowało pełnej szerokości ledowe pasmo świetlne.
Jedni nazywają Luce arcydziełem nowoczesnego wzornictwa, inni twierdzą, że auto bardziej przypomina eksperyment technologiczny niż samochód z Maranello. Pewne jest jedno –
obok tego Ferrari nie da się przejść obojętnie.
Znacznie więcej pochwał zbiera wnętrze. LoveFrom postawiło na minimalizm inspirowany filozofią Apple, ale bez wszechobecnych ekranów dotykowych. Zamiast tego kierowca dostaje
fizyczne przełączniki, pokrętła i aluminiowe dźwignie, a całość wykończono skórą, szkłem i anodowanym aluminium. Ferrari całkowicie zrezygnowało z plastiku oraz włókna węglowego w kabinie.
Nietypowo rozwiązano również zestaw wskaźników. Producent zastosował
dwa nakładające się ekrany OLED z fizycznymi wskazówkami pomiędzy nimi, opracowane wspólnie z Samsungiem. Tylna część wnętrza oferuje natomiast przestrzeń niespotykaną wcześniej w żadnym Ferrari – Luce jest pełnoprawnym pięcioosobowym autem.
⚡ 1035 KM, architektura 800 V i cena wyższa niż Purosangue
Pod nadwoziem znalazła się nowoczesna architektura
800 V, dzięki której ładowanie od 10 do 80 proc. ma zajmować około
18 minut przy użyciu ładowarki 350 kW. Akumulator składa się z
14 modułów po 15 ogniw, a dostawcą baterii została koreańska firma SK On. Napęd tworzą cztery silniki elektryczne – po jednym przy każdym kole. Dwie tylne jednostki generują po
422 KM, natomiast przednie po
143 KM. Ferrari podkreśla jednak, że mimo napędu AWD samochód zachowuje charakter typowy dla aut tylnonapędowych, bo przednie silniki mogą być całkowicie odłączane.
Luce otrzymało także
aktywny układ zawieszenia FAST, cztery skrętne koła oraz wyjątkowo dopracowaną aerodynamikę. Współczynnik oporu powietrza wynosi zaledwie
0,254, co jest rekordowym wynikiem w historii Ferrari.Włosi zrezygnowali również z popularnych dziś sztucznych symulacji dźwięku silnika V12. Zamiast tego wykorzystano naturalne odgłosy pracy elektrycznych jednostek napędowych, wzmacniane przez specjalne kanały akustyczne oraz system akcelerometrów.
Cena?
550 tys. euro, czyli około
2,35 mln zł. To najdroższy model w regularnej ofercie Ferrari. Produkcja ruszy w 2027 roku, a marka jasno podkreśla, że Luce ma przyciągnąć nowych klientów zainteresowanych technologią i nowoczesnym designem.Czy elektryczne Ferrari przekona purystów? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne –
Ferrari nie zamierzało stworzyć „bezpiecznego elektryka”. Luce ma być manifestem nowej ery marki i prawdopodobnie jednym z najbardziej dyskutowanych samochodów najbliższych lat.