Shell zapowiada dużą rozbudowę swojej sieci ładowania samochodów elektrycznych w Polsce. Firma ma obecnie 40 punktów ładowania w 17 lokalizacjach, a dzięki współpracy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomi kolejne 60 ładowarek o mocy do 400 kW. Pierwsze urządzenia już działają w Białymstoku i Poznaniu, a kolejne zostało uruchomione w Markach pod Warszawą, tuż obok centrum handlowego M1. Sama moc wygląda bardzo dobrze, szczególnie dla nowoczesnych samochodów elektrycznych, ale jest jeden problem: ładowanie na Shellu pozostaje bardzo drogie. Aplikacja Elocity pokazuje obecnie stawkę wynoszącą 3,30 zł/kWh.

🔋 400 kW w 25 nowych lokalizacjach
Rozwój sieci Shell w Polsce przez ostatnie lata przebiegał dość nietypowo. Firma zapowiadała między innymi wprowadzenie karty RFID dla klientów indywidualnych, jednak ostatecznie rozwiązanie nie pojawiło się w segmencie B2C. Shell Recharge, czyli aplikacja wykorzystywana wcześniej do obsługi ładowania, została natomiast w Polsce wyłączona. Jednocześnie firma nie rezygnuje z infrastruktury i konsekwentnie zwiększa liczbę dostępnych punktów. Pierwsze kilkanaście szybkich ładowarek powstało w Polsce w poprzednich latach, jednak ich wykorzystanie nie zawsze było imponujące. Jednym z powodów mogły być ceny, ponieważ Shell przez długi czas utrzymywał stawki przekraczające
3 zł za 1 kWh. Teraz sytuacja się nie zmieniła znacząco. Według aplikacji Elocity za ładowanie zapłacimy
3,30 zł/kWh. Co ciekawe, dokładnie taka sama stawka obowiązuje na urządzeniach o zupełnie różnych parametrach. W Markach kierowca zapłaci 3,30 zł/kWh za korzystanie z ładowarki o mocy do 400 kW, podczas gdy w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Trzciance identyczna cena obowiązuje na urządzeniu o mocy 120 kW. W praktyce oznacza to, że klient płaci przede wszystkim za energię, a nie za samą maksymalną moc ładowarki.
Nowa infrastruktura powstaje dzięki dofinansowaniu NFOŚiGW. Shell określa współpracę z Funduszem mianem
strategicznego partnerstwa, a jej efektem ma być uruchomienie kolejnych kilkudziesięciu punktów ładowania. Firma zakłada, że
jeszcze w 2026 roku uruchomi 25 ładowarek w 25 lokalizacjach. Każde z urządzeń ma posiadać dwa złącza. Oznacza to łącznie
50 punktów ładowania, przy czym maksymalna moc 400 kW będzie dzielona pomiędzy jednocześnie ładujące się samochody. Wśród lokalizacji, które mają zostać objęte programem, znajdują się między innymi Leszno, Gliwice, Białe Błota oraz Tarnów. Cały proces rozbudowy infrastruktury ma zakończyć się w 2028 roku.

💸 3,30 zł/kWh? Da się znaleźć taniej
Problemem pozostaje oczywiście cena. Przy stawce 3,30 zł/kWh naładowanie samochodu z baterią o pojemności około 60 kWh oznacza wydatek rzędu
198 zł za pełną baterię. Oczywiście w przypadku szybkiego ładowania kierowca zazwyczaj nie uzupełnia energii od zera do 100 procent, ale nawet przy typowym zakresie od 10 do 80 procent rachunek może wynieść około 139 zł. Przy samochodzie zużywającym średnio 18 kWh/100 km oznacza to około
59 zł za każde 100 kilometrów. To sporo, szczególnie gdy porównamy tę wartość z kosztami ładowania w domu albo na tańszych publicznych stacjach. Nie oznacza to jednak, że kierowcy są skazani na oficjalną stawkę Shella. Jak wskazuje jeden z naszych Czytelników, korzystanie z infrastruktury operatora za pośrednictwem firm pośredniczących może znacząco obniżyć koszt. Przykładowo aplikacja Ewe Go pozwalała kilka miesięcy temu uzyskać stawkę na poziomie
0,62 euro/kWh, czyli około 2,68 zł/kWh. Dostępność i aktualność takich stawek oczywiście trzeba każdorazowo sprawdzić przed rozpoczęciem ładowania.
Rozbudowa sieci Shell jest więc dobrą wiadomością dla kierowców samochodów elektrycznych, zwłaszcza że
400 kW oznacza możliwość bardzo szybkiego uzupełnienia energii w samochodach wyposażonych w odpowiednio wydajne układy ładowania. Sama wysoka moc nie gwarantuje jednak krótkiego postoju – wszystko zależy również od możliwości konkretnego samochodu, temperatury baterii, jej poziomu naładowania oraz tego, jak długo ładowarka jest w stanie utrzymać wysoką moc. Shell będzie miał coraz więcej punktów, ale pozostaje pytanie, czy przy cenie 3,30 zł/kWh kierowcy rzeczywiście będą chcieli z nich korzystać.
W przypadku szybkiego ładowania liczy się nie tylko liczba ładowarek i ich moc, lecz także cena każdej kilowatogodziny. A pod tym względem Shell nadal nie należy do najtańszych operatorów.
