Hyundai Motor Group w najbliższych latach nie zamierza ścigać się z konkurencją za wszelką cenę w dziedzinie autonomicznej jazdy. Koncern przyznaje, że celowo spowolnił rozwój oprogramowania, zamiast jak najszybciej wprowadzać na rynek rozwiązanie będące jedynie kolejnym systemem poziomu 2++. Cel jest znacznie bardziej ambitny: najpierw zebrać odpowiednią ilość danych i doświadczeń, a następnie stworzyć system, który będzie w stanie konkurować, a docelowo wyprzedzić FSD Tesli.
To interesująca zmiana podejścia, szczególnie że Hyundai Motor Group od lat bardzo dobrze radzi sobie z rozwojem technologii związanych z samymi samochodami elektrycznymi. Koncern był jednym z pierwszych dużych producentów, którzy stworzyli uniwersalną platformę wykorzystywaną przez różne modele, a później poszedł znacznie dalej, wprowadzając między innymi architekturę 800 V, bardzo szybkie ładowanie oraz funkcję V2L. Problemem okazało się jednak oprogramowanie. A właśnie software będzie jednym z najważniejszych elementów przyszłych samochodów autonomicznych. Samo wyposażenie auta w kamery, radary czy inne czujniki nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć interpretować ogromną ilość informacji, odpowiednio reagować na nietypowe sytuacje, optymalizować zużycie energii oraz zrobić to wszystko przy akceptowalnym koszcie.
Hyundai najwyraźniej uznał więc, że lepiej przeczekać obecny etap rozwoju technologii, niż za wszelką cenę próbować rywalizować z firmami, które mają w tym obszarze większe doświadczenie.

📊 Najpierw dane, potem ambitniejsza autonomia
Hyundai przyznaje, że podjął „strategiczną decyzję o spowolnieniu” prac, aby przez pośpiech nie wprowadzić na rynek przeciętnego systemu poziomu 2++. Tego rodzaju rozwiązania oferuje obecnie coraz więcej producentów, dlatego samo dołączenie do tego grona nie zapewniłoby koncernowi istotnej przewagi. System Atria AI ma trafić do samochodu produkowanego seryjnie dopiero w 2028 roku. Do tego czasu firma zamierza stopniowo rozwijać technologie związane z jazdą, parkowaniem i aktywnym bezpieczeństwem. Kluczowy ma być jednak kolejny etap.
W 2028 roku Hyundai chce rozpocząć gromadzenie ogromnych ilości danych dotyczących sytuacji brzegowych. To właśnie one mogą być jednym z najważniejszych elementów rozwoju zaawansowanych systemów autonomicznej jazdy. Samochód może bez problemu radzić sobie z typowymi sytuacjami na drodze, ale prawdziwym wyzwaniem pozostają przypadki rzadkie, nietypowe i trudne do przewidzenia. Aby je analizować, Hyundai będzie musiał stworzyć cały system zbierania oraz przetwarzania danych. Potrzebne będą zarówno odpowiednie serwery, jak i samochody poruszające się po drogach i rejestrujące rzeczywiste zachowania otoczenia.
Pozostaje jednak pytanie, jak dokładnie będzie wyglądał ten proces. Czy samochód sam zdecyduje, że napotkał sytuację wartą zapisania? Czy nagrania będą przesyłane do centrum obliczeniowego, gdzie dopiero zostaną przefiltrowane? A może część materiału będzie wybierana przez człowieka? W przypadku milionów przejechanych kilometrów skala danych będzie ogromna, więc samo ich zgromadzenie może być równie dużym wyzwaniem jak późniejsze wykorzystanie. To właśnie tutaj Hyundai będzie musiał zbudować kompetencje, których dotychczas nie potrzebował w takim zakresie: aktywne zbieranie danych, ich filtrowanie, przechowywanie, oznaczanie oraz wykorzystywanie do dalszego szkolenia systemów.

🧠 Pięć lat na pokonanie FSD Tesli
Plan Hyundaia zakłada, że w 2029 roku koncern będzie przygotowywał swoje rozwiązania do procesu homologacji w Korei Południowej, Ameryce Północnej oraz Europie. To oznacza, że firma daje sobie kilka lat na przejście od rozwijania podstawowych systemów do rozwiązania, które będzie mogło zostać zaoferowane na najważniejszych rynkach. Najbardziej odważna deklaracja dotyczy jednak Tesli. Hyundai zakłada, że potrzebuje około pięciu lat, aby wyprzedzić FSD. Nie chodzi więc wyłącznie o stworzenie kolejnego systemu wspomagającego kierowcę, ale o próbę wejścia do ścisłej czołówki producentów rozwijających technologie autonomicznej jazdy.
Czy taki plan się powiedzie? Tego oczywiście nie da się dziś przesądzić. Tesla ma ogromną przewagę w postaci floty samochodów zbierających dane oraz wieloletniego doświadczenia w rozwijaniu FSD. Hyundai będzie musiał nadrobić zarówno zaległości programistyczne, jak i stworzyć infrastrukturę pozwalającą na masowe pozyskiwanie oraz analizowanie informacji z dróg. Jednocześnie strategia koreańskiego koncernu pokazuje coś istotnego: Hyundai nie chce wygrywać wyścigu na marketingowe deklaracje, lecz najpierw zbudować odpowiednie zaplecze technologiczne. Jeśli rzeczywiście uda się zgromadzić ogromny zbiór danych z nietypowych sytuacji, a następnie skutecznie wykorzystać go do szkolenia systemów, pięć lat może okazać się okresem wystarczającym do znaczącego skrócenia dystansu do Tesli.
Na marginesie całej strategii pojawia się jeszcze jeden ciekawy wątek. Hyundai ma planować również rozwój nowych modeli Performance, które będą nastawione na osiągi, ale niekoniecznie tak ekstremalne jak samochody z rodziny N. Oznacza to, że koncern może w najbliższych latach poszerzyć swoją ofertę także o auta plasujące się pomiędzy zwykłymi modelami a najbardziej sportowymi konstrukcjami N.
To pokazuje, że choć Hyundai zamierza zwolnić w jednym obszarze, nie oznacza to technologicznego odwrotu. Koncern próbuje raczej przemyśleć kolejność inwestycji: najpierw samochody, czujniki i dane, później coraz bardziej zaawansowane oprogramowanie. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, efektem ma być system, który w ciągu pięciu lat będzie w stanie rzucić wyzwanie FSD Tesli.
