Jeszcze przed wakacjami projekt ustawy wprowadzającej zielone, błyskowe sygnalizatory do prywatnych aut strażaków OSP ma trafić na biurko prezydenta. Przepisy zostały zaakceptowane w Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji i wkrótce rozpoczną sejmową ścieżkę legislacyjną.
Nowe rozwiązanie ma umożliwić strażakom ochotnikom używanie
zielonego sygnału błyskowego w drodze do remizy. Co istotne – pojazd z takim oznaczeniem
nie będzie pojazdem uprzywilejowanym w rozumieniu przepisów. Inni kierowcy nie będą mieli obowiązku ustępowania mu pierwszeństwa.
W Polsce funkcjonuje obecnie około
700 tysięcy strażaków ochotników, więc skala potencjalnego zastosowania nowych przepisów jest ogromna.
🚗 „Jadę na akcję” – ale bez przywilejów
W wielu miejscowościach największym wyzwaniem nie jest sam wyjazd wozu bojowego, lecz szybkie skompletowanie załogi. Strażacy OSP często muszą przebić się przez korki własnymi samochodami. Zielone światło ma być sygnałem dla innych kierowców:
„jadę pomagać – jeśli możesz, ułatw mi przejazd”.
Projekt nowelizuje ustawę Prawo o ruchu drogowym oraz ustawę o ochotniczych strażach pożarnych. Wprost wskazuje, że pojazd przewożący strażaka OSP do akcji może wysyłać zielone światło błyskowe. Jednak nie będzie mu towarzyszył sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie, a sam kolor – inny niż zastrzeżone dla służb niebieski i czerwony – ma mieć wyłącznie funkcję informacyjną.
To zasadnicza różnica względem karetki, radiowozu czy wozu strażackiego na sygnałach. Tylko pojazd używający jednocześnie
niebieskich świateł błyskowych i modulowanego sygnału dźwiękowego zyskuje status uprzywilejowanego i może nie stosować się do części przepisów.
Strażak z zielonym sygnalizatorem nadal będzie musiał przestrzegać wszystkich zasad ruchu drogowego.
⚖️ Emocje i obawy o nadużycia
Pomysł nie jest nowy – podobne rozwiązania funkcjonują w niektórych regionach Kanady i USA. W Polsce jednak projekt budzi sporo kontrowersji. W sondzie przeprowadzonej przez branżowy portal Remiza.pl większość respondentów poparła wprowadzenie zielonego światła, ale w komentarzach dominował jeden postulat:
jasne sankcje za nadużycia.
Ustawodawca zapowiada doprecyzowanie przepisów w toku prac sejmowych. Osoby używające sygnalizatora bez podstawy mają być karane mandatami i punktami karnymi. To odpowiedź na obawy, że zielone światło mogłoby stać się sposobem na omijanie korków lub wymuszanie pierwszeństwa.
💰 Tani gadżet, duża skala
Koszt urządzenia ma być symboliczny – od kilkunastu złotych na zagranicznych platformach do około czterdziestu złotych w polskich sklepach. Strażacy będą jednak kupować sygnalizatory we własnym zakresie.
W Polsce działa ponad 16 tysięcy jednostek OSP. Jeśli nawet część z około
700 tys. druhów zdecyduje się na montaż zielonego światła, na drogach może pojawić się duża liczba takich sygnałów. To rodzi pytania o jednolity standard urządzeń oraz ich widoczność.
⏱️ Sekundy, które mogą decydować o życiu
Zwolennicy projektu podkreślają, że w wielu gminach to właśnie strażacy ochotnicy jako pierwsi docierają na miejsce wypadku czy pożaru. Jeśli zielone światło skróci czas kompletowania załogi i wyjazdu wozu, może przełożyć się na realne sekundy w walce o życie i mienie.
Warunek jest jednak jeden: kierowcy muszą wiedzieć, co oznacza zielony błysk w lusterku. Bez szerokiej kampanii informacyjnej nawet najlepiej napisany przepis może pozostać martwy.